sobota, 9 stycznia 2010

Makro...


Chińska śliwka czyli liczi i odrobina tropików w śnieżny dzień (mam pół metra śniegu przy drzwiach balkonowych).

12 komentarzy:

Puma pisze...

Pola, dawno nie robiłaś makro :)
a ja mam jogurt z liczi. Nawet smaczny :))

Karska pisze...

Nooo, dawno.
Ale co tu robić jak wszędzie tylko śnieg i śnieg... ;)
Liczi nawet smaczne jest. Szkoda, że ma taką dużą pestkę.

Puma pisze...

No właśnie, wiesz że gdy dziś przedzierałam się przez dziewicze tereny na Belwederskiej myślałam o tym samym ?
Ja już nawet aparatu ze sobą nie noszę...

Karska pisze...

Że śnieżna pustynia?
I ja muszę na miasto. O ile uda mi się z przedmieść wyjechać... ;)

lavinka pisze...

Jadłam to w Wigilię, pychotki, choć trzeba uważać na pestkę :)

Zbyszek pisze...

Swego czasu bardzo lubiłem liczi...ale ostatnio mało go niestety. Sam nie wiem dlaczego?

blog niedzielny pisze...

hahahah no wlasnie wiecej tej peski jak samego owoca ;)

Karska pisze...

Mnie też smakują. Faktycznie, głównie pestka. :)

wave32 pisze...

Dobra fota!

Marcin pisze...

Ekhm, ja też lubię, ale niejedzenie pestki nie było nigdy dla mnie jakimś wielkim problemem :)))

slavkosnip pisze...

Cudna!:)

ma.ol.su pisze...

Dogadzanie sobie, szczególnie tej zimy, jest bardzo mile widziane.

Ale te owocki fotogeniczne to chyba głównie dla zdjęć (bardzo ładne) kupiłaś? Z puszki znacznie wygodniej skonsumować.

Pozdrawiam, kompletnie zasypana i zawiana (śniegiem oczywiście)