poniedziałek, 30 czerwca 2008

Makro...




Makro warsztatowe.
Piły, frezy...

5 komentarzy:

drugi krok w chmurach pisze...

Tłoki, łożyska i tuleje to chyba sprawy facetów w kombinezonach. Co w brudnym warsztacie robiła delikatna kobieta?:)

Karska pisze...

Heh! :)))
Niestety taki mój los, że czasem w w warsztacie muszę "pobyć". ;)

lavinka pisze...

Nadrabiam zaległości. A u Ciebie jak zwykle trochę pyszności, nieba i metalu :)

ma.ol.su pisze...

Nie ma co na to "bywanie" utyskiwać, bo myślę, że taki warsztat może być równie zajmujący jak pracownia rzeźbiarska czy konserwatorska.

Gdybym miała tu, na miejscu, taki zaprzyjażniony, to na przykład moja maszyna do chleba nie byłaby taka tępa. Nie wymieniając już tych licznych pomysłów, których nie ma jak zrealizować, bo nie mamy ani odpowiednich narzędzi ani kwalifikacji.
Więc tylko zazdrościć.

Karska pisze...

Eee, warsztat raczej w drewnie działa, więc na maszynę pewnie by nie poradził. ;)

Lav - taaaki mix. ;)