piątek, 13 listopada 2009

Kuchnia...



Prosta domowa wędlina. Bez konserwantów, wypełniaczy, środków maskujących tłuszcz, aromatów i innych dodatków.
Potrzebny będzie boczek, albo schab wieprzowy lub karkówka.
Sól, czosnek i majeranek.

Mój kawałek boczku ważył ok. 0,8kg. Użyłam 1 łyżki soli, 2 dużych ząbków czosnku i majeranku tyle ile jest potrzebne do obsypania całego kawałka. Do kupki soli dokładamy przeciśnięty przez praskę czosnek (chociaż pamiętam czasy bezpraskowe, czosnek wtedy siekało się i miażdżyło nożem), z tego robimy jakby pastę, którą nacieramy surowy boczek. Następnie obsypujemy go majerankiem, kładziemy na tależu, przykrywamy folią i odstawiamy na noc do lodówki (może być i na całą dobę).
Przekładamy do blaszki. Na talerz na którym leżało mięso nalewamy trochę wody, spłukujemy pozostała sól i majeranek i wlewamy do boczku.
Pieczemy w ok. 180-200 stopniach do miękkości. Boczek należy w czasie pieczenia polewać powstałym sosem, który trzeba w trakcie pieczenia uzupełniać wodą.

To taki trening przedświąteczny. Doskonale smakuje z chlebem razowym i chrzanem.

7 komentarzy:

ma.ol.su pisze...

Tak, to jest pyszne.
A jak się dostanie taki cienki płat boczku to zwinąć można jak baleron i potem ładnie plastry pokrojone wyglądają.

Karska pisze...

Tak, potwierdzam.
W ogóle do pieczenia, nawet na płasko, dobre są raczej cienkie boczki. Zbyt wysokie długo się pieką, a poza tym kurczą się z długości i szerokości, a "rosną" wzwyż.

blog niedzielny pisze...

mmmmmm pychotka,no tak takie miesko to tylko bezposredniu od rolnika chyba ,bo wsklepach to mieso unijne jest straszne

Karska pisze...

Wiesz co, my mamy na działce dostęp do mięsa "od rolnika". Niestety już kilka razy nacięliśmy się na suche lub o dziwnym zapachu... Jak człowiek się nie zna, to mu wcisną, jak się okazało, mięso z nietrzebionego prosiaka, albo z maciory. A w ogóle jak sobie pomyślę, to mi się znowu odechciewa jeść mięso... Ech.

co_zerka pisze...

zjadłam właśnie śniadanie i znowu jestem głodna....boczek, świeży chlebek no i może musztarda, a może nie...mniam.

Super jedzenie.

Moi rodzice kupowali też mięso od "rolnika" i masz rację na mięsie trzeba się znać to po pierwsze, a po drugie należy iść do takiego człowieka, którego się zna i który nigdzie nie ucieknie. Z doświadczenia wiemy, że głupio im wciskać byle co osobom, które znają ich znajomych, mieszkają bliska, spotykają co jakiś czas w sklepie itp (taka potrzeba akceptacji społecznej).

Po namyśle, to może i ja sobie coś upiekę na kanapki :)

pozdrawiam

Zbyszek pisze...

pyszności:)

Karska pisze...

My mieliśmy kiedyś "zamówionego" prosiaka. Oczywiście z zaproszeniem na świniobicie. Poszedł mój tata z wujkiem, bo odmówić nie wypadało.
Z tydzień albo i lepiej nie mogli odchorować. Po zrobieniu "wyrobów", czyli jakieś 2-3 tygodnie później (peklowanie, wędzenie, gotowanie) okazało się, że mięso było suche jak wiór, właściwie zero przyjemności z jedzenia własnoręcznie wędzonej szynki... I tak oto od tej pory kupujemy mięso w sklepie, albo u rzeźnika.

Ja w ogóle mało jem mięsa, właściwie sporadycznie. Nie wiem dlaczego mi się tego boczku zachciało... Dzisiaj z musu go skończyłam. Dobry był. :)