piątek, 11 września 2009

Wiejskie klimaty...



Smutno mi jakoś.
Obserwuję świat wokół i nie widzę niczego co by mnie cieszyło. Jasne - dom, praca, kilka miłych i rozwijających kontaktów, pewna forma spokoju, ale reszta? Intelektualna i kulturalna pustynia, wszystko wydaje mi się brzydkie i byle jakie, na siłę, bez polotu.
Nie mam co czytać. Kupiłam dwie książki "kultowego" polskiego pisarza - nie wiem, może trafiłam na najsłabsze, ale w jednej jak i drugiej to samo - alkohol, papierosy, maligna, chociaż zawarte w ładnych opisach. No może obraz Warszawy całkiem do rzeczy.
Wracam do książek sprzed lat.
Czechow. Jeden z moich "the best". Pierwsze opowiadanie - dół, dół, dół.
Telewizja.
Nic. Telenowele. Seriale. Powtórki. Straszne.

Chyba to oznaki nadchodzącej jesieni.
Pewnie w kwietniu mi przejdzie.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ech, Pola.
Mam dokładnie taki nastrój jak Ty.
Minie. W kwietniu :)

Ewa

Puma pisze...

Pola, ja odświeżyłam sobie "Komediantkę" i mam to samo !
Rozwijających się kontaktów u mnie brak, wszystkiego brak.
Widać to prawda, że 36,6 to dla duszy za mało ...
Trzymaj się *

ma.ol.su pisze...

Trochę smutku zawsze się przyda, Błękitna, refleksję wywołuje, pęd życia zwalnia. Przecież człowiek nie może wiecznie roześmianym być.

A na duszę zdołowaną z klasyki najlepszy dla mnie jest "Colas Breugnon"; mój egzemplarz ma już grzbiet postrzępiony i rozlatujące się kartki.