środa, 26 maja 2010

Kuchnia...




Dalszy ciąg treningów z włoskimi smakami czyli focaccia z serem żółtym i oliwkami (rozpędzam się przed urlopem ;)).
Przepis pochodzi ze strony Kwestia Smaku, którą tu już niejednokrotnie polecałam.
Przepis na ciasto jest rewelacyjny. Użyłam mąki tortowej - 450 oraz świeżych drożdży. Do sera (bursztyn i radamer) dodałam kilka zielonych oliwek, a z ziół wybrałam tymianek, który mimo że uwielbiam, to ciągle zalega mi w zamrażalniku.

niedziela, 23 maja 2010

Warszawa...




Wisła na wysokości Kępy Tarchomińskiej, sobota 22 maja.

Wiem, że w Warszawie sytuacja jest stabilna i na dobrą sprawę nie zagraża nam mieszkańcom, to co spotkało tysiące rodzin w innych regionach Polski. Jednak z przerażeniem wielu z nas obserwuje wysoki stan wody.

Trzy tygodnie temu byliśmy na rowerowej wycieczce do Jabłonny. Jechaliśmy wałem. Na wysokości ostatnich drzew (w głąb Wisły) była skarpa, gdzie można było sobie usiąść, zwiesić nogi w dół i odpocząć. Dzisiaj wszystko jest zalane brunatną, pełną gałęzi wodą.
Mam nadzieję, że po tegorocznej powodzi obietnice, plany będą zrealizowane w 100%. Przecież chodzi o bezpieczeństwo wielu tysięcy ludzi. Łatwiej jest przecież zapobiegać...

czwartek, 20 maja 2010

Akcje GTWb...



XXXI Akcja GTWb - Warszawa przedwojenna.

Pozwolę sobie w tym miesiącu na długi cytat ze Spotkań z Warszawą (nr 2, 1992r), który wypożyczyła mi przyjaciółka (dzięki Gocha :)). Zdjęcia już mojego autorstwa.

Warszawski styl, tekst Antoni Strzembosz.

"Styl - to zespół cech charakterystycznych dla sztuki danej epoki, to także sposób postępowania, zachowania się, wyrażania myśli. Przy istnieniu zespołu cech wspólnych danej grupie ludzi możemy mówić o stylu regionu, wsi, miasteczka, miasta. Z kolei cechy te - obyczaj, wierzenia, ideały, tradycje, język, kultura itp. - kształtują styl w sztuce.

W życiu miasta Warszawy jest pewna prawidłowość: zazwyczaj zwrotne momenty dziejów rodziły tzw. Warszawkę. Szydził z niej Adam Mickiewicz w Dziadach, prezentował Bolesław Prus w Lalce, znane są np. zabawy ks. Józefa Poniatowskiego "pod blachą", bale i dancingi "do upadłego" przed wrześniem 1939r. Kiedy jednak nadchodził czas próby, zwariowana "Warszawka" stawała się Warszawą - twardą, bohaterską, gotową do każdego poświęcenia i największych ofiar. To była jedna z cech warszawskiego stylu. Druga - a ze stolic ma ją jeszcze do dzisiaj Paryż - to dynamika, widoczne na jezdniach i chodnikach tempo codziennego życia. I trzecia - humor, znany od epoki Sejmu Wielkiego, w Królestwie Kongresowym, w latach okupacji i Powstania 1944r. Nosicielami, często także twórcami warszawskiego humoru były zazwyczaj dzieci, owe "Antki warszawskie" - gazeciarze, gońcy, uliczni handlarze. Warszawski humor polegał przede wszystkim na kpinie - z samego siebie i z innych - oraz na ciętym, zwykle sytuacyjnym dowcipie politycznym.
Są to oczywiście nie wszystkie cechy stylu miasta. W wypadku Warszawy wynikają one niewątpliwie z jej historii. Przypomnijmy - w ciągu ostatnich trzech wieków Warszawa szesnaście razy przezywała najazdy i okupacje: Szwedów w 1655, 1702, 1703 i 1704r., Węgrów (pod Rakoczym) - 1657r., Rosjan - 1794, 1813, 1831, 1920r., Niemców - 1656 (Brandenburczycy), 1796 (Prusacy), 1809 (Austriacy), 1915 (Niemcy), 1939 (Niemcy), 1944 (powtórnie Niemcy po upadku Powstania Warszawskiego) i w 1945 "radzieccy" z polskimi komunistami, co trwało do 1989r. To, że Warszawa od 1655 do 1945r. ani razu nie poddała się w sensie całkowitego i bezwolnego załamania, ale przeciwnie - rozwijała w sobie wszystkie cechy warszawskiego stylu - świadczy o niezwykłej odporności jej mieszkańców. To także jest styl miasta. Niestety, ostatnia epoka zabrała Warszawie najwięcej, głownie przez to, że trwała prawie pól wieku niwecząc styl i zabijając "psychikę" Warszawy.
Na przykład w architekturze i urbanistyce. Po zburzeniach lat wojny, nastąpiły wyburzenia powojenne, likwidacja "burżuazyjnych" kamienic i wszelkich "burżuazyjnych" ozdób. W środek miasta wkroczył socrealizm (pl. Konstytucji, pl. Leńskiego czy Pałac Kultury), a następnie podążył postmodernizm. Na obrzeżach centrum powstawały nowe osiedla, w których, jak ktoś powiedział - nie ma architektury, tylko budownictwo brył. Osiedla te ani nie wrosły w resztki dawnej Warszawy, ani nie połączyły się z nią w sposób harmonijny, o czym tak bardzo jeszcze marzono jeszcze w latach czterdziestych. Jednocześnie napływała tu ludność z różnych stron kraju. Tym nowym mieszkańcom było wszystko jedno, gdzie mieszkają, aby mieć tylko dach nad głową i jakąś pracę. Podobno dzisiaj prawdziwych Warszawiaków z dziada pradziada jest zaledwie 10%! Ten socjalistyczny kierunek rozwoju Warszawy zdeprecjonował takie wartości, jak tradycje, ideały, język itd. Zniknęły międzyludzkie więzi - już nie tylko dzielnicowe, jak przed wojną, kiedy każda dzielnica miał swoje tradycje - lecz także osiedlowe, nawet w obrębie jednego bloku.





Czy wobec tych faktów można odbudować warszawski styl? Jest to znacznie trudniejsze niż np. odbudowa domu, bo musi minąć wiele lat, aby wyklarował się styl miasta i jego mieszkańców. Pozostała nadzieja, że ten dawny warszawskie styl jeszcze istnieje. Pewnym światełkiem jest - przynajmniej częściowe - przetrwanie warszawskiego humoru, który pamiętamy z okresu "stanu wojennego" lat osiemdziesiątych.
Warszawa A.D. 1992 - to koktajl zachodnioeuropejski ze sporą domieszką Słowiańszczyzny i odrobiną wschodu. Czyżby właśnie z tego koktajlu mógł narodzić się nowy warszawski styl?"



Czy po blisko 20 latach coś się zmieniło? Na pewno. Warszawa rozrosła się, przebudowała, unowocześniła. Wiele miejsc odnowiono, odrestaurowano. Niestety także wiele zniszczono, zburzono, zalepiono ohydnymi bilbordami. Nadal jednak jest wiele czekających na swoja kolej miejsc. Chociażby Stara Praga - prawdziwe stare miasto...



A styl? Czy Warszawa ma teraz swój styl?

wtorek, 18 maja 2010

Inne...



Sama nie wiem co lepsze...

niedziela, 16 maja 2010

Kuchnia...



Co to za wiosna, że chce się ciast drożdżowych, czekolady i śledzi? Ano właśnie taka, jaką większość Polaków dzisiaj widzi za oknem - zimna i mokra.
Od dłuższego czasu chodzi za mną drożdżowe, ale takie puszyste, rozdzierające się w strzępki. Nie znalazłam jak do tej pory idealnego przepisu, chociaż ten, który dzisiaj zaprezentuje jest najbliższy. Pochodzi z jednej z moich ulubionych stron - Kwestia Smaku - Panettone.

Wprowadziłam kilka zmian. Po pierwsze więcej cukru (ok. 100g). Użyłam brązowego dark muscovado. Pominęłam bakalie i białą czekoladę, a zamiast skórki z pomarańczy starłam cytrynową, bo taka miałam na stanie. Reszta jak w przepisie.

sobota, 15 maja 2010

Flora...



Pójdziemy w pole w ranny czas;
- Młode traweczki, witam was!
Młode traweczki zielone,
Poranną rosą zroszone.
Długoście spały twardym snem
Pod białym śnieżkiem w polu tem;
Teraz główeczki wznosicie,
Bo przyszło słońce i życie.
(sł. Maria Konopnicka)

Ulubiona piosenka mojej prababci, którą często wspominam właśnie wiosną.

niedziela, 9 maja 2010

Ptaki...



Drozd śpiewak w naszym ogrodzie.

Co roku w tujach przed domem jest czyjeś gniazdo. W zeszłym roku gościły u nas makolągwy, a w tym wyjątkowo drozdy śpiewaki. Ten w sumie niepozorny ptaszek wieczorami urządza piękne koncerty. Siedzi na najwyższym z drzew w okolicy i wyśpiewuje niesamowite piosenki. Nie na darmo w drugim członie łacińskiej nazwy znajduje się słowo Philomelos, które odnosi się do postaci z greckiej mitologii, której imię można tłumaczyć jako "kochający śpiew". Ptak ten często wplata w zwrotki różne odgłosy, np. alarmu samochodowego, co niejednokrotnie sama słyszałam.
Podobno gatunek posiada jeszcze jedną umiejętność. Potrafi korzystać z kamienia jako kuźni do rozkuwania ślimaczych skorupek. Niestety nie sprawdzę, mimo sterty kamieni za ogrodzeniem, ponieważ na tym terenie ślimaki w ogóle nie występują. Sporadycznie spotyka się te bezmuszlowe.

czwartek, 6 maja 2010

Wiejskie klimaty...



Majowa wieś mazowiecka (Skansen Wsi Mazowieckiej w Sierpcu).

czwartek, 29 kwietnia 2010

Ptaki...



Już nie takie brzydkie kaczątko.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Warszawa...



Ciągle w mieście, a już bym w plener z chęcią wyruszyła.
Oczywiście marzą mi się egzotyczne podróże, biały piasek, palma i lazurowa woda, chociaż nie mniejsze szczęście potrafię czerpać z łąki usianej żółtymi główkami mleczy, z rozlewisk gdzie raj swój mają ptaki. Ale ten piasek, ciepły, pachnący i wizja wygrzania sobie pozimowej zmarzliny jest tak pociągająca... Jeszcze trochę.

Na zdjęciu piaszczysty krajobraz górski skąpany w wiosennym słońcu, tuż nad brzegiem Wisły. :)

czwartek, 22 kwietnia 2010

Akcje GTWb...



XXX Akcja GTWb - Uliczna moda.

Grający na harmonii Pan zlał z warszawską Starówką, jest jak sąsiad, znajomy.
A grajków ostatnio dużo i harmonia wraz z akordeonem znowu w modzie. :)

P.S. Nie byłabym sobą gdybym czegoś nie pochrzaniła.
W pierwszej wersji wpisu temat u mnie brzmiał - Uliczna Morda. Ale dało się przerobić. :)

niedziela, 18 kwietnia 2010

sobota, 10 kwietnia 2010

Polska...




Trudno napisać cokolwiek w tak tragicznych okolicznościach, słysząc gdzieś z oddali chichot historii...

[*]

niedziela, 4 kwietnia 2010

Inne...



Wesołych świąt, pięknej pogody oraz miłej atmosfery w rodzinnym gronie.

sobota, 20 marca 2010

Akcje GTWb...




XXIX Akcja GTWb - W witrynach odbicia.

Jeden z moich ulubionych, ale niestety beznadziejnie rozplanowanych placów w Warszawie - Plac Trzech Krzyży. Na początku XVII w. rozpoczynała się w tym miejscu Droga Kalwaryjska prowadząca do Zamku Ujazdowskiego, w którym znajdował się Grób Chrystusa. Kiedyś stały w tym miejscu trzy złote krzyże, od których wzięła się nazwa placu. Jeden z krzyży został zniszczony, a na jego miejscu postawiono figurę św. Jana Nepomucena i taka konfiguracja zachowała się do obecnych czasów.
Jak cała Warszawa w okresie wielu zawirowań wojennych, plac ten również nie oparł się zniszczeniom. Największe oczywiście zostały dokonane podczas Powstania Warszawskiego, kiedy to większość budynków została doszczętnie zniszczona, a sam plac zamienił się w cmentarz.

Po wojnie odbudowano Kościół św. Aleksandra, wybudowano beznadziejne gmachy ministerstw, a w latach 90 doklejono kamienice w stylu "szkło i aluminium", o których pisałam w jednej z poprzednich notek GTWb.

Plac czeka na przebudowę, być może nawet na 3 linię metra. Kiedy? Ano kiedyś...
Będzie pięknie - od Zamku Królewskiego, przez Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat, Plac 3 Krzyży, Aleje Ujazdowskie, Belwederską i dalej na południe aż po sam Pałac w Wilanowie... Mmmmm, rozmarzyłam się. :)

A w odbiciu (fot. 1) jednej z wielu witryn ekskluzywnych sklepów, jakie znajdują się na Placu 3 Krzyży, Kościół św. Aleksandra.

niedziela, 14 marca 2010

Ptaki...



Kawaler z własnym eM.

niedziela, 7 marca 2010

Polska...




Kraków. Jeden jedyny pogodny dzień i zbyt mało czasu żeby zobaczyć to, co wcześniej w śniegodeszczu tonęło...
Tu Kościół Wszystkich Świętych (a właściwie Piotra i Pawła) na ul. Kanonicznej (ul. Grodzkiej?). Święci akurat w pięknym oświetleniu.
Na pierwszym zdjęciu na tle murów kościoła Świętego Andrzeja.

sobota, 6 marca 2010

Warszawa...




Z niedzielnego spaceru po warszawskiej Starówce.

piątek, 19 lutego 2010

Akcje GTWb...




XXVIII Akcja GTWb - Ofiary psychopatycznych morderców w przestrzeni miejskiej.

Już pal licho ten mój brak czasu, ale temat najnowszej akcji zupełnie mi nie podpasował. Trudno. Zostaje tak. I jeszcze w dodatku falstarcik. ;)

Miejsce: Warszawa
Morderca: Pani Zima i Pani Sól
Ofiara: Obuwie

Moja kolejna wycieczka po Warszawie w butach, które przetrwały 2 poprzednie sezony. Ta zima będzie prawdopodobnie ich ostatnią...

sobota, 13 lutego 2010

Kuchnia...



Prosty i bardzo smaczny dodatek do pieczywa - pasta z twarogu i jajek.

300g tłustego twarogu
1/2 sporej cebuli pokrojonej w drobną kostkę
2-3 jajka
opakowanie gęstej kwaśnej śmietany (używam Szefa Kuchni 18%)
1-2 łyżeczki węgierskiej pasty paprykowej*

Jajka ugotować na twardo i posiekać, twaróg rozdrobnić widelcem, dodać śmietanę, posiekaną drobno cebulę oraz węgierską pastę paprykową.

Z pastą może być pewien problem. Zdaje sobie sprawę, że nie wszędzie jest ona dostępna, ale jak już uda Wam się gdzieś dojrzeć, to polecam zakup. Wiem, że bywa w sklepach Społem. Wygląda tak, oryginalna, raczej do dostania w sklepach z węgierską żywnością lub tak produkowana w Polsce i równie smaczna. Pasty można dostać w dwóch wersjach - ostrej i łagodnej. Polecam zakup jednej i drugiej oczywiście.
Już nie będę się rozpisywać o wyższości magyarskiej papryki, ale to prawda, to jest czerwone złoto. :)

Przy okazji poruszę jeszcze temat śmietany. Niewiele jest na rynku takiej normalnej, bez dodatków, zagęstników, stabilizatorów, bez mącznego posmaku, dziwnej konsystencji. Jeszcze ten nieszczęsny Szef Kuchni jest całkiem niezły i do dostania prawie wszędzie. Robico też ma niezłą śmietanę, ale żeby ją dostać niestety muszę udać się na wycieczkę... :)