niedziela, 30 listopada 2008

sobota, 29 listopada 2008

Inne...



Wieczór z wróżbami. ;)

Kuchnia...



Wiem, robi się monotematycznie, ale...
Ten chleb jest rewelacyjny. Właśnie taki jaki lubię.
Tym razem wyszedł jeszcze lepszy, chyba za sprawą zakwasu, który teraz ma już ponad dwa tygodnie. Niby wszystko robiłam tak samo, ta sama mąka, cukier, sól, ta sama forma, ten sam piecyk... a chleb rósł powoli, bałam się, że coś jest nie tak, ale nie, jest przepiękny i przepyszny... Tylko jakby lekko niewyspana jestem. ;)

piątek, 28 listopada 2008

środa, 26 listopada 2008

Inne...



Jedni Trójkę, inni RDC... ;)
A jeszcze inni nic.

Koty...



Pątera (dwunożna). ;)

niedziela, 23 listopada 2008

Ptaki...



Przyszła zima.
Prawdziwa fabryka w karmniku. Zaczynam się zastanawiać na hurtowym zakupem ziaren słonecznika. Puszczą mnie te darmozjady z torbami. ;)
Koty zadowolone, mnie też milo patrzeć na te śliczne malutkie ptaszulki, a i dla dziecka to bardzo edukacyjne.

Zdjęcie niestety słabej jakości, ale akurat ujęcie fajne. :)

sobota, 22 listopada 2008

Kuchnia...




I stalo się - mój pierwszy chleb. Żytni na zakwasie...
Nie będę się rozpisywać, brak mi slów. Polecam spróbować, to nic trudnego, a smak...

Tu przepis z Cin Cin.

piątek, 21 listopada 2008

Kuchnia...



Nie no, dzisiaj pogoda nie rozpieszcza, dlatego trzeba sobie sprawić trochę przyjemności.

Ciasto bananowe. Intensywne, aromatyczne, ciężkie, wilgotne.

3 banany
2 szklanki mąki
2 jajka
3/4 szklanki oleju
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia (następnym razem spróbuję z mniejszą ilością)
1/3 łyżeczki soli (następnym razem nie dodam)
1 szklanka cukru
1/2 łyżeczki cynamonu
opcjonalnie orzechy włoskie, których nie dodałam, bo nie chciało mi się łupać ;)

Banany, najlepiej takie, które już nie wyglądają zbyt apetycznie, rozdziabać widelcem. Resztę składników połączyć w dowolnej kolejności, wymieszać i dodać banany, ponownie wymieszać. Wlać do formy natłuszczonej i wysypanej bułka lub mąką (zdecydowanie przestawiłam się na mąkę). Piec ok. godziny w 180st.

czwartek, 20 listopada 2008

Akcje GTWb...



XIII Akcja GTWb - Cztery Łapy.

W czasie deszczu dzieci się nudzą - jak głoszą słowa piosenki - ale koty również. Całe szczęście mamy KociąTiVi, czyli karmnik dla sikorek. Nie tylko człowiekowi należy się rozrywka, ale naszym czterołapnym podopiecznym również. Szkoda, że tylko taka, ale zawsze lepsze filmy przyrodnicze niż brazylijskie seriale... ;)

środa, 19 listopada 2008

Makro...



Likierek z Lejdis, on-line. :)

wtorek, 18 listopada 2008

Kuchnia...



Kluski. Domowe.
To stare zdjęcie, ale bardzo je lubię.
Natomiast kluski domowe, poza takim super cienkim makaronem rosołowym, nie robią na mnie jakiegoś powalającego wrażenia. Zjem, ale żebym piała z zachwytu? Nie. :)

Wiejskie klimaty...



A tego okienka, to chyba jeszcze nie było...

Wiejskie klimaty...



Wspomnienie - dożynki 2008r.

Pierwszy raz w życiu byłam na takiej imprezie. Całkiem ciekawie, szczególnie, że lubię wiejskie klimaty, co widać na blogu. Wiadomo, jak wszędzie, sporo chińskiego obciachu, ale wszelkie Koła Gospodyń Wiejskich dały prawdziwy popis, a to haftów, richelieu, kolkowych firanek, wypieków, obrazów, wikliny itp. Tak sobie patrzyłam i myślałam, że gdybym zdecydowała się wyprowadzić na letnisko na stale, to też chciałabym do takiego kola należeć. :)
Poza twórczością ludową na takich dożynkach prezentują się również przodujące firmy działające na terenie gminy. Stąd to zdjęcie - naczepy Skibicki + lokalna grupa strażaków. :) Były wybory najpiękniejszego traktora, była policja (szczególna atrakcja dla dzieci, bo można było wsiadać do samochodów, na motory, zrobić sobie odciski palców itp.) i wiele innych atrakcji, a najważniejszą z nich by konkurs na najpiękniejszy wieniec dożynkowy.

poniedziałek, 17 listopada 2008

Makro...



Rodacy! Szukam pracy...

sobota, 15 listopada 2008

Niebo...



Płonie...

piątek, 14 listopada 2008

Wiejskie klimaty...



Droga, późnym latem.
Wtedy świat by zupełnie inny...

Flora...



A na wiosnę będą bazie...

czwartek, 13 listopada 2008

Inne...



Jesienne jezioro.
A dla porównania -
wiosenne

Flora...




Jesienne brązy i beże.

Mało mnie na blogu. Wielkie zmiany nastąpiły, nie jest mi łatwo, no i zdjęcia przez to raczej ponure.

czwartek, 6 listopada 2008

Ptaki...



Wrona siwa.
Niby przylatują do nas na zimowisko, gdzieś ze wschodu, ale tak mi się zdaje, że doceniły dobrobyt w naszym pięknym kraju, a już na pewno w Stolicy - mieście słońca i miłości i widać je przez calusieńki rok.

środa, 5 listopada 2008

Flora...



Jesiennie.

niedziela, 2 listopada 2008

Inne...



Zaduszki, kiedyś Dziady. Warto poczytać, choćby w sieci. A niech tam, skopiuję, bo dzisiaj nic mi się nie klei. ;)

"Wielu, zwłaszcza duchowni, krytykuje Halloween, wskazując na jego pogańskie korzenie. A przecież w Polsce też mamy podobne, również pogańskie, święto – Dziady, popularne dzięki dramatowi Mickiewicza. Obrzęd, który opisuje w swoim utworze Mickiewicz, sięga swymi korzeniami odległych czasów pogańskich, ale jeszcze w czasach współczesnych poecie święto to nadal obchodzono w wielu powiatach Litwy. Obchodzono je po kryjomu, bowiem zwyczaje te były już wówczas tępione przez Kościół.

Autor wspomina o tym w przedmowie do „Dziadów”: „W teraźniejszych czasach, ponieważ światłe duchowieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnymi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo więc święci Dziady tajemnie w kaplicach i pustych domach niedaleko cmentarza.”

Pogański obrzęd Dziadów przetrwał w tradycji ludowej, został jednak wzbogacony o nowe elementy. Na dawne tradycje pogańskie nałożył się system chrześcijańskich wierzeń, symboli, praktyk: „Dziady nasze mają to szczególnie, iż obrzędy pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii chrześcijańskiej, zwłaszcza iż dzień zaduszny przypada około czasu tej uroczystości. Pospólstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewami przynosi ulgę duszom czyścowym.”

Dziady wywodzą się z przedchrześcijańskich obrzędów słowiańskich. Ich zasadniczym celem było nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i pozyskanie ich przychylności. Dziady obchodzono dwa razy w roku - na wiosnę i jesienią. Aby ułatwić duszom zmarłych znalezienie drogi, zapalano ogniska. Pozostałością tego są znicze. Wierzono też, że zmarłych należy ugościć, więc zostawiano im jedzenie.

Ten zwyczaj również przejęliśmy. Współcześnie organizujemy stypy. Dusze wzywano podczas obrzędu, odbywającego się w opuszczonym miejscu kultu (kaplicy, kościele) lub na cmentarzu. Obrzędowi przewodniczył Guślarz (Koźlarz, Huslar), wzywający dusze zmarłych przebywających w czyśćcu, aby powiedziały, czego potrzeba im do osiągnięcia zbawienia i aby posiliły się z żywymi. Taki opis znajdziemy u Mickiewicza.

Współczesnym „odpowiednikiem” Dziadów są Zaduszki – oczywiście z uwzględnieniem religijnego kontekstu. Jednakże do dzisiaj na terenach wschodniej Polski, Białorusi, Ukrainy i części Rosji kultywowane jest wynoszenie symbolicznego jadła, w dwójniakach, na groby zmarłych. W Krakowie co roku odbywa się tradycyjne Święto Rękawki (Rękawka), bezpośrednio związane z pradawnym zwyczajem wiosennego święta przodków."

Ze strony: http://wiadomosci.polska.pl

sobota, 1 listopada 2008

Inne...






Dzisiejszy dzień jest wyjątkowy, często jest jedynym dniem, w którym wspominamy naszych bliskich, tych którzy odeszli.
I ja dzisiaj wyruszyłam na warszawskie Bródno. Pogoda piękna, więc i tłumy adekwatne.
Znicze, chryzantemy, wiązanki... prawdziwa galeria, i wyścig, większe, piękniejsze, droższe... a przecież pamięć najważniejsza.

Flora...



Jesień jeszcze kolorowa...

Koty...



Fid, kot który wejdzie wszędzie i zawsze będzie to idealnie skrojone na kocie potrzeby "opakowanie". Tu w taczce.