piątek, 31 października 2008

Warszawa...




A teraz to już miejsko... zupełnie miejsko. Port lotniczy Okęcie.

czwartek, 30 października 2008

Flora...



Jeszcze przez jakiś czas będę katować zdjęcia z ranczowego archiwum. Nie mogę ogarnąć się w mieście. Tyle się dzieje, tyle zmian, tyle spraw, że moje oczy nie patrzą kadrami jak to zwykle bywa... Ale przywyknę, zacznę się przemieszczać i kadry wrócą. Przynajmniej mam taka nadzieję.

Inne...



Zgubione.

niedziela, 19 października 2008

Akcje GTWb...






XII Akcja GTWB - Deszcz, jesienny deszcz...
Jesień, nawet najbardziej mokra i zimna może być piękna, tylko trzeba obserwować ją w odpowiednim miejscu. Mnie w tym roku akurat to się udało. Była piękna, złota, ciepła, z babim latem, jak i ta ponura. To tylko kilka obrazków z tych niby kiepskich dni...

czwartek, 16 października 2008

Kuchnia...



Golonka z grilla.
Wielokrotnie okazywało się, że samodzielne przygotowanie "idealnej" golonki jest niemożliwe. Często nawet kupna, zapeklowana przez producenta sprawiała więcej rozczarowań niż przyjemności, ale nie tym razem. Może to będzie reklama, a może nie, może zwykłe polecenie czegoś smacznego, nadającego się do zjedzenia (mimo, że wielbicielką goleni nie jestem). Produkt Sokołowa, zafoliowany, w pięknej pachnącej liściem laurowym galarecie, podgrzany, a później opieczony na grillu z czeską musztardą Kremską skusi chyba każdego mięsożercę. :)

poniedziałek, 13 października 2008

Inne...







Kończy się czas mojego pobytu na letnisku, a pogoda żegna najpiękniejszymi jesiennymi widokami. Ciężko wracać do czterech ścian, do murów, ulic, samochodów, huku, miejskiego smrodu, do wielkiego mrowiska...

niedziela, 12 października 2008

Flora...



Sitowie.

piątek, 10 października 2008

Warszawa...



Warszawa? Nie, to wspomnienie o dawnej Warszawie, a konkretniej o najbardziej znanym warszawskim bazarze - Bazarze Różyckiego. Nie jestem pewna jak ta roślina się nazywa, u mnie w domu mówi się na to "bagno", bo faktycznie rośnie na bagnach, grzęzawiskach. Dawniej używano jej jako odstraszacz moli domowych. I tak oto właśnie wracam do Bazaru Różyckiego - "ziele na mole", tak krzyczały ponoć babki handlujące tym i owym w czasach świetności tego miejsca.

czwartek, 9 października 2008

Inne...



Witraż ogniem malowany.

Sprzed lat...



Dach.

środa, 8 października 2008

Wiejskie klimaty...



Wczorajszy dzień był jednym z piękniejszych tej jesieni - światło, temperatura, zapach, kolory, dźwięki - wszytko to tworzyło na każdym kroku obrazy jakie chce się widzieć, a potem pamiętać każdego dnia, by móc do nich wracać w długie i smutne wieczory. Do tego prawdziwe babie lato, tysiące cieniutkich i błyszczących pajęczynek unoszących się w powietrzu, albo uwięzionych gdzieś na złotych liściach czy trawach. I było by pięknie, idealnie gdyby nie wewnętrzna walka jaką w sobie prowadzę, walka która powoduje bezsenność, smutek i chęć ucieczki. Ale nie ważne, nie o tym chciałam pisać.
To miejsce też ma swoją historię... Krzyżówka - tak je zwą. Skrzyżowanie 5 dróg.
Jest tu jeszcze dom jednorękiego kowala, rosną tam wielkie kasztanowce, nie wiem ile mogą mieć lat, 150-200? Kiedy zaczęliśmy tu przyjeżdżać przy jednej z dróg stała maleńka drewniana chatka, zupełnie jak chatka baby-jagi. Opuszczona, zapomniana... Pewnej wiosny już jej nie zastaliśmy. Dalej również dwa gospodarstwa. Zostały po nich studnie, kasztany, lipy i bzy. Jedna ze studni mocno interesująca, inna niż wszystkie dotychczas napotkane, duża, murowana z cegieł. Tutaj też, w klinie dróg była karczma, najprawdziwsza, miejsce dla włóczęgów, wędrowców, złodziei i łajdaków... Temat muszę jeszcze zbadać, bo bardzo mnie interesuje.
Niewiele osób może ją pamiętać, a mnie też głupio drążyć, dopytywać się i tak jakoś zawsze to odkładam. Muszę się zebrać i dowiedzieć, dokończyć temat, ten jak i wiele innych, rozgrzebanych, zostawionych na później...

Flora...



Kokoryczka.

wtorek, 7 października 2008

Flora...



Wspomnienie.

poniedziałek, 6 października 2008

Sprzed lat...



Kiedyś stał dom, pewnie taki jak nasz, z bali, kryty strzechą. Miał dwie piwnice murowane z cegieł i kamieni. Za nim był sad, z którego pozostały jeszcze dwie stare jabłonie. Przed domem akacje, wielki dąb i klony, dalej świerki nadające tajemniczości. Gdzieś stała stodoła, obora i był dół z wodą dla ptactwa domowego. Dzisiaj jest pusty, chociaż jakby zamknąć oczy i wsłuchać się w szum lasu, to można usłyszeć ich głosy, radosne kwaczenie i gęganie... Ludzie odeszli, dom rozebrano na opał, wokół posadzono państwowy las.
Dzisiaj jest tam nadal pięknie, chociaż pusto i jakoś smutno. Lubię tam wracać...

Insekty...



To chyba Rusałka ceik, tak mi się przynajmniej wydaje, a w tle zamaskowany zieleniak.

Wiejskie klimaty...



Ziemia. Jest piękna i pięknie pachnie.

piątek, 3 października 2008

Wiejskie klimaty...



Jesienny las, jesienna ziemia...

Warszawa...



Wspomnienie z Warszawy... ;)
Cóż, zbliża się dzień powrotu do wielkiego miasta. Czy się cieszę? Nie wiem.

Flora...



Sprężony 2.

czwartek, 2 października 2008

Makro...



Mam słabość do ogórków. ;)

Wiejskie klimaty...



Żuraw.

Kuchnia...



Jesiennie.